Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Figurki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Figurki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 lipca 2013

Nowe figsy

Miałam sporą przerwę w malowaniu. Ale wracam w dobrym (mam nadzieję) stylu.

Orczyca - Reaper Miniatures

Pierwotnie Imrijka z serii Pathfinder została przechrzczona. Obecnie nazywa się Nargun i jest łowcą nagród. Dobra z niej baba, na ostatnim turnieju Umbra Turris zdobyła dwa punkty triumfu.














Demon kniei - Spellcrow
Tę figurkę pomalowałam specjalnie na konkurs malarski, który odbył się 29.06 przy okazji turnieju Umbra Turris. Wygrałam HA! :)



niedziela, 12 maja 2013

Zielono mi

Dwa brakujące gobosy od Spellcrowa, wygrane na poprzednim turnieju Umbry, pomalowałem późną nocą przed kolejnym. Dzięki temu mogłem nareszcie wystawić klimatyczną, całkowicie zielonoskórą ekipę. 


Dumny  goblin po lewej to łowca nagród, któremu udało się zabić dwóch hersztów wrogich ekip, więc chyba najbardziej ze wszystkich przyczynił się do wyników. Uroczy i niepozorny gobosek siedzący w kałuży jest zaś tak naprawdę groźnym skrytobójcą.

A to już cała drużyna w komplecie. Powiększy się jeszcze w niedalekiej przyszłości o kolejnego dyniogłowego i dwóch orków, żeby dawała się wystawić na nieco większe punkty. I pewnie z czasem będzie jeszcze rosnąć, jak trafię gdzieś naprawdę fajny model zielonoskórego. Lubię ich malować.

Figurkowe piekło


Są na świecie takie figurki, na których widok robię kocie oczy i cicho wzdycham "chcieć". Tak oto znalazłam się w posiadaniu elfiej wojowniczki z tycim smokiem.

Figurkę z serii Elmore Masterworks wypatrzyłam w pudle z przecenionymi cudami, w księgarni Faber i Faber.

Tak oto zaczął się mój koszmar. Filigranowa postura i całe mnóstwo delikatnych detali sprawiało, że bałam się choćby zbliżyć do niej z pędzlem. Krążyłam wokół, kombinowałam, oglądałam z każdej strony, po nocach mi się cholera śniła i tak przez ponad dwa miesiące.

Pech chciał, że jako jedyna pasowała mi na czarodziejkę do turniejowej drużyny. Zmobilizowana ciepłymi słowami Hastoura "Głupio wygląda, taka niepomalowana" wzięłam się do roboty. Cóż to był za stres. Ale mam babsko z głowy. Wiem jedno... nienawidzę autora rzeczonej figurki. Oby mu pypcie na stopach wykwitły.

niedziela, 5 maja 2013

Armia w weekend - mission accomplished

Cztery punkty wikingów do Sagi pomalowane. Absolutny speedpaint, ale z daleka nawet wygląda. Choć bez pomocy Igi z tarczami i szefem nie dałbym rady. W każdym razie, dziś na pierwszą bitwę w nowy system przyniosę pomalowaną w całości armię.

czwartek, 2 maja 2013

Armia w weekend - Wikingowie (WiP)

Saga spodobała mi się na tyle, że postanowiłem pomalować całą startową armię przed pierwszą bitwą, na którą umówiłem się w poniedziałek. Standard zatem absolutnie "stołowy", metody typowo speedpaintingowe, a wash jest moim najlepszym przyjacielem w tym projekcie. Ale dzięki temu wiele wskazuje na to, że się uda, a armia na stole będzie wyglądać przyzwoicie.

Ludki obok to wikingowie z Wargames Factory, o których wspominałem już w poprzednim poście na ten temat. Złożeni jako łucznicy - w grze jednopunktowy oddział "levies". 


A ci panowie są już od Gripping Beast. Inny producent, inne podejście - figurki mają proporcje i uzbrojenie nieco bardziej fantasy. Ale dzięki temu idealnie sprawdzą się jako Hearthguard, w porównaniu z resztą wydają się zdecydowanie bardziej przypakowani. Na elitę w sam raz. Tarcze maluje Iga, więc będą pewnie jedynym elementem w armii pomalowanym na poziomie.

Oprócz jeszcze pięciu modeli do tych oddziałów, pozostały do zrobienia dwie ekipy zwykłych wojowników oraz wódz.. Czekają już ze zrobionymi podstawkami i podkładem, więc wszystko wskazuje na to, że wyrobię się w terminie.

Warto odnotować, że jest to wyjątkowo tania armia, jak na bitewniaka w skali 28 mm. Dwa pudełka plastików za w sumie 160 zł wystarczają w zupełności. I to nie na żaden starter, tylko na armię w pełnym rozmiarze, z kompletem dostępnych jednostek.






środa, 1 maja 2013

Czarny rycerz się zbliża

A oto przed Państwem moja duma.

Figurka kobiety z serii Elmore Masterworks, kupiona za śmieszne pieniądze u Faberów. Nabyłam ją z myślą o grze Umbra Turris. Początkowo miała być leśną strażniczką fyr fyr, skaczące króliczki i aureola z motylków. Na szczęście pomysł mi przeszedł. Pani została czarnym rycerzem.

A tym ja wyszedł płaszcz, jaram się od dwóch tygodni jak mała dziewczynka.




wtorek, 30 kwietnia 2013

Atak Gumoludów

Poświęciliśmy się dla nauki i środowiska fanów Warzone i odbyliśmy grę testową w Mutant Chronicles Collectible Miniatures Game. Zrzucam z siebie część traumy, dzieląc się Actual Playem z tego przeżycia. W tym przypadku termin ten należy rozumieć tak: "ehhm... we actually played THIS".

To może nie jest najgorszy bitewniak na świecie, ale prawdopodobnie najbardziej zawodzący oczekiwania. Wydawało się, że po skrajnie niekompetentnym Excelsiorze już nic gorszego nie może spotkać Warzone, a doświadczenie producenta (Fantasy Flight) wskazywało, że gra będzie przynajmniej przyzwoita, nawet jeśli nie wpasuje się w oczekiwania środowiska fanów.


Tak bardzo się myliliśmy...





Gumoludy atakują!


Rzut oka na figurki... Jak wskazuje opis na opakowaniu, są to "pięknie wykonane i pomalowane modele.


Zaiste, pięknie wykonane. Materiał i precyzja sugeruje chińskiego producenta, który zdobył doświadczenie na podrabianych action figures w latach osiemdziesiątych. Pre-painting na tym poziomie robiłem Humbrolami i pędzlem od lakieru do paznokci jako dziesięciolatek. A rzeźby... Zerknijcie sami. Byle ostrożnie.


Akcja!


Gra rozgrywana jest na wydrukowanej na cienkim papierze planszy z heksami. Teren zatem nie jest wymagany, przeszliśmy więc od razu do akcji. Trzy figurki na stronę wybrali za nas autorzy startera. Po stronie dzielnego Capitolu wystąpił Ranger w stroju Batmana, Free marine - łyżwiarz, i poruszający się w powietrzu dzięki przyklejonej do pleców urnie z prochami przodków Banshee. We frakcji legionu walczył ciężko upośledzony Ezoghul, niepodobny do niczego Technomanta i przepotężny, dowodzący całością... nekromutant (który po zabiciu zamienia się dwukrotnie w mniejszego nekromutanta).

W ramach doskonale zbalansowanych zestawów startowych, wykupiono za nas również tokeny aktywacji i karty strategii. Z tych ostatnich po stronie Capitolu jedna jest bezużyteczna, a dwie pozostałe przegięte. Po stronie legionu zaś części w ogóle nie da się wykorzystać z braku odpowiednich ikon na kartach jednostek - jakże subtelne zachęcenie do rozbudowania startera o boosterki!

Gra wykorzystuje innowacyjne połączenie systemów naprzemiennej aktywacji oraz tradycyjnego IGOUGO - mianowicie, aktywuje się najpierw po dwa modele, a potem po jednym. Już pierwsze spojrzenie na zasady wykazało nam niezbicie, że właściwą taktyką w grze jest znana z przedszkola zabawa "the floor is lava!". Czyli skaczemy od osłony do osłony, która jest tak mocna, że bez osłony w zasadzie z miejsca się umiera po jednej serii. Akcji na model jest kilka, ale nie wolno ich powtarzać, więc tradycyjne warzonowe combosy w grę nie wchodzą. Sens ma jedynie zestaw "ruch - strzał - overwatch".


I tak, w skrócie, upłynęło nam czterdzieści minut gry, po których dzielny Capitol rozprawił się z potwornościami z Legionu. Wszystkimi trzema. Zasady nie są skomplikowane, więc boję się myśleć, ile powinna standardowo zająć gra na większą ilość ludków. Generalnie było długo, nudno, statycznie i zupełnie bez sensu.

WTF did we just do...


Nigdy więcej. Serio, nie możemy wyjść z podziwu, jakim cudem firma wielkości Fantasy Flight pozwoliła sobie na wypuszczenie takiego gniota, a wydawcy na świecie (w tym polska Galakta) dali się wkręcić w lokalizację. Tak gra jest tak zła, jak... nie, nie mam już siły do obrazowych porównań. Tak gra jest po prostu tak zła, że ja pierdolę.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

W stepie szerokim...


A oto przed Państwem konkursowe figurki kozackiego dowództwa.


Diorama jest imponujących rozmiarów. Ale co zrobić? Pomalowałam tylko cztery figurki, a nie chciałam, żeby mi zginęły w tłumie. Ponoć (bo oficjalnych wyników człowiek nie uświadczy) zajęłam czwarte miejsce w ostatnim konkursie malarskim Wargamera. Choć miejsce poza podium to ciesze się bardzo, bo pierwszy raz malowałam takie maciupeńkie figurki.

Po co komu fluff?

Arrrr... wielcy wojownicy z Fenrisa, nieustraszeni i tak męscy, że gdyby mogli, rozmnażaliby się przez pączkowanie. Nie kryją się po krzakach, ino mierzą się z ohydnymi poczwarami w śmiertelnym boju.

Ale każdy wojownik ma swoją matkę, która wie lepiej.
- Załóż synku szaliczek.
- Sprawdziłeś bolterka?
- Pamiętaj zabrać termos... z herbatą.

Dlatego też moje kosmiczne wilki będą mieć śliczny, zimowy kamuflaż. Niektórych mam plan wyposażyć w szaliczki i nauszniki :)
W nosie mam (apsik!) oficjalny fluff, bo mogę.




czwartek, 25 kwietnia 2013

Saga, wikingowie i impulsywne zakupy

Odbierając figurkę Igi ze sklepu po konkursie malarskim,  przypomniałem sobie, że model jest raczej delikatny, a nie ma pudełka. Nie było wyjścia, dokupiłem pudło figurek, ramki z plastikami powędrowały do siatki, a konkursowa figurka do uzyskanego pudła. I fajnie, tylko że co to za figurki, którymi nie ma w co grać, dorzuciłem więc do interesu jeszcze podstawkę do gry o Wikingach. O figurkach dokładniej będzie, jak ich pomaluje, a o grze, jak się uda pograć, a na razie pobieżnie o jednym i drugim.

Wikingowie z Wargames Factory

Obawiałem się trochę ich sklejania. Generalnie nie lubię multipartów... sklejam to cały wieczór, uwalę klejem siebie, figurki, stół i psa, poprawiać to trzeba toną greenstuffu, a i tak pozy modeli wychodzą albo prawie takie same, albo anatomicznie właściwe raczej chińskim gimnastyczkom. A to jeszcze modele historyczne, więc małe i delikatne.

Na szczęście zestaw jest technicznie bardzo przyzwoity. Wszystkie części składają się precyzyjnie, nie zostawiając kanionów do zalania szpachlą, bronie pasują do rączek, rączki do reszty, szczegółowość rzeźby jest ok. Przede wszystkim zaś udało się producentowi uwzględnić taki zestaw elementów, że naprawdę da się z nich skleić bardzo różne pozycje figurek - szarżujących, stojących, walczących, nawet wyciągających strzały z kołczana. Jedno pudło, te same części, a zupełnie różne modele - o to powinno chodzić w multipartach. Tak trzymać.

Warto niestety odnotować, że do skądinąd śmiesznie tanich figurek (~80 zł za 32 modele) trzeba dokupić podstawki.




...i bitewniak do tego

Saga, bo o tej grze mowa, jest bardzo chwalona na zagranicznych forach, ze względu na ponoć wyjątkowo innowacyjne i sprawdzające się w praktyce zasady. Pogramy, zobaczymy, ale po pobieżnym przejrzeniu gra wydaje się być rzeczywiście niebanalna. Zupełnie niemal eliminuje cyzelowanie optymalnej rozpiski, w zamian za to wymuszając podejmowanie mnóstwa decyzji przez gracza, ważenie ryzyka i generalne myślenie w grze, a nie przed grą. Napiszę więcej, jak pogram.

Podręcznik jest niestety nieprzyzwoicie drogi, jak na swoją broszurkową objętość (sto kilkanaście złotych wychodzi), choć kolorowy, ładnie wydany i z kartonową wkładką. Można to poniekąd zrozumieć - producent na figurkach wiele nie zarobi, biorąc pod uwagę generalnie niskie ceny historycznych modeli i niemożność uzyskania monopolu dzięki prawom autorskim. Powyższe pudełko Wikingów starcza niemal na całą armię w startowym rozmiarze czterech punktów, więc drogo nie jest.


poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Iga się chwali

Nadeszła ta piękna chwila, kiedy Hastour kupił nowy aparat, godzien robić zdjęcia moim figurkom.

Przedstawiam Państwu zbieraninę mętów, rozbójników, morderców i zakapiorów... również w wersji żeńskiej. Mętka brzmi głupio, więc...

Elf z szablą i łukiem - Spellcrow

Najbardziej bezużyteczny model jaki miałam. Ile razy dam mu w rozpisce długi łuk, tylekroć nie zdobywa ani jednego punktu.
Elfy -.-

Człowiek barbarzyńca z czymś do tłuczenia - Spellcrow

Ten pan występuje w drużynie najczęściej jako gwardzista. Nie wiem kto normalny dałby mu taką fuchę.

Niziołek z tarczą i sztyletem - Spellcrow

Może nie wygląda, ale jest gladiatorem. A sztylet w jego łapkach jest w jego mniemaniu mieczem.
Mały, rudy... cóż innego może doprowadzić przeciwnika do szału?

Człowiek rycerz - Spellcrow

Wzór cnót... jakoś tak mi nie pasuje do koncepcji drużyny.

Elfka z włócznią - Spellcrow

Ze względu na tą panią kupiłam zestaw figurek i zainteresowałam się grą Umbra Turris. Póki co zawsze jest hersztem drużyny :)

Gnom mag - Spellcrow

Sympatyczny dziadzio z fajeczką. Lubi przemieniać się w demona kniei, przyzywać nieumarłych i miotać kulami ognia. Wesołe jest życie staruszka.

Człowiek z tarczą i mieczem - Reaper (postać) GW (broń i tarcza)

Moje ostatnie dzieło. Umordowałam się nad przeróbką figurki, która pierwotnie była chyba jakimś wampirzym bohaterem z kiczowatą bronią i liściowatą tarczą.
Pani zostanie czempionem królewskim.

Człowiek z cepem - Spellcrow

Przyznam szczerze, nie lubiłam tej figurki aż do momentu pomalowania. Łapserdak wygląda jak typowy mieszkaniec Bródna.

Planuję kupić drugą taką figurkę. Cep zamienię na parasol, podstawkę zasypię piaskiem, a spodenki pomaluję w kwiatki.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Halloweenowy goblin na wiosnę

Halloween Mage do Umbry Turris, znany lepiej jako Goblin z Dynią (kumpel Goblina z Żabą). Specjalnie po to, by Dziadu z Lasu nie marudził, że bloga zaniedbuję ;)




A serio to zaniedbujemy rzeczywiście - poprawimy się.

środa, 24 października 2012

Nowości do Warriors of Chaos

Koniec miesiąca to tradycyjny okres przecieków z leżącego już w magazynach, choć wciąż supertajnego nowego White Dwarfa. Tym razem doczekaliśmy się wreszcie aktualizacji dla wojowników chaosu z WFB. Wbrew wcześniejszym plotkom, na nowego army booka jeszcze poczekamy, ale przynajmniej kilka nowych modeli wpadło.

Dwa oddziały kawalerii na potworach to coś, czego się wszyscy spodziewali - jak dotąd wszystkie armie po kolei dostają coś podobnego. Nic dziwnego - to drogie modele...


Kawaleria Khorne'a na juggerach była oczywistością - nakład pracy dla designerów prawie żaden, wystarczy wziąć rycerza i wsadzić go na juggery zrobione już dla armii demonów. Więc i model oczywiście niczym nie zaskakuje, nawet nie ma za bardzo co na zdjęciach oglądać.

GW również nie zaskakuje, wlepiając im promocyjny koszt 60 pkt, co w przeliczeniu na możliwości odsyła tradycyjnych konnych rycerzy do lamusa. Znów, nic nowego pod słońcem - tamte modele już wszyscy kupili, po stówce od pięciu sztuk, a nie po 150 zł za trzech. Czas na zmiany...


Na Warshrine za to wszyscy czekali, bo bez tego modelu trudno się obejść na stole. Koncepcja wydaje się fajna, wykonanie trochę gorzej. Ale możliwe, że to wina cukierkowego malowania, po domrocznieniu całości i odsmerfowieniu podwozia powinno być znacznie lepiej.



Nurglowy Festus natomiast już zdecydowanie bardziej kojarzy się z orkami, niż z Nurglem. Porażka. Zwłaszcza w porównaniu ze świetnym poprzednim lordem Nurgla, który wyglądał jednocześnie na obrzydliwca i rzeźnika. Festus jest wyłącznie paskudny i trochę zabawny przy okazji. Scylla również nie wygląda na pomiot chaosu, tylko jak wyrób trollopodobny. Spośród bohaterów Valkia robi najlepsze wrażenie. Możliwe, że to znów wina idiotycznego malowania.




Chyba kawaleria Slaanesha to najciekawszy z nowych wynalazków. Mają fajne greckie hełmy, będzie sporo nowych bitsów do użycia.

Zasady, oczywiście, odpowiednio atrakcyjne - za głupie 20 punktów szybka kawaleria z niezłą siłą uderzeniową i ASFem. Juggery zjadają rycerzy na śniadanie, ci panowie mają szansę usunąć ze stołu konnych maruderów.

Zdjęcia oryginalnie zamieścił Kurl Veranek na forum Warseer.com

niedziela, 14 października 2012

Chargin' like a boss

Czyli pierwszy oddział Tzeenchowej kawalerii gotowy.
Chaotyczny freehand na sztandarze autorstwa Igi.


poniedziałek, 24 września 2012

Gracze CSM, podobnie jak klienci Amber Gold, mieli nadzieję...

Wzmiankowana nadzieja na świetny, zupełnie nowy wizualnie chaos do czterdziestki pojawiła się na krótko po premierze startera.  "..Aaaaaand it's gone".

Dawna estetyka modeli chaosu do zasadniczo znane wszystkim "imperium z kolcami". No dobra, oprócz kolców pojawiają się strzałeczki. I okazjonalna macka. Czaszek nie liczę, bo czaszkami czterdziestka jest tak usrana, że jeśli kiedyś GW wypuści armię kucyków pony, to również będą miały czaszki na futerkach, czaszki na siodłach i czaszki na kopytkach. Mogą być rożowe.





Natomiast fajny kierunek zaprezentowany przez hellbruta ze startera - połączenie demona z maszyną, na tyle dochaosowaną, by bardzo odlegle przypominała imperialny pierwowzór, poszedł się kochać wraz z premierą dinobotów. Serio, to było moje pierwsze skojarzenie, które cały internet wydaje się podzielać, więc coś w tym musi być.




No dobra, zgryźliwy jestem. Pomijając natrętne skojarzenia z powyższym, to oczywiście nie są złe modele - duże, szczegółowe, mogą się podobać (przynajmniej na tyle, ile można wywnioskować z obrazkow w sieci). Ale liczyłem na coś całkiem innego. Mniej stali, więcej mięsa. Więcej elementów rodem z horroru, a mniej z kreskówek. Zerwanie z imperialną estetyką, ale jakieś odległe połączenie sugerujące, że to jednak Space Marines, tylko zmutowani niemal nie do poznania. Krótko mówiąc - dinoboty zupełnie nie trafiają w mój gust.


Z pozostałych propozycji najlepiej wyglądają plastikowi raptorzy.. Przy okazji, są też najbardziej konserwatywni, jeśli chodzi o projekt - to fajni, zmutowani Assault Marines. I tyle.











Reszta "nowości" to już w większości zwyczajowa porcja recastów klasycznych modeli w magicznej żywicy. Dzięki temu zabiegowi, za jedynie dwukrotnie wyższą cenę dostajemy aż cztery razy tyle bąbli i niedolewek, co poprzednio. Ponieważ zaś ilość materiału musi się zgadzać, żeby nie było, że GW nas oszukuje czy coś, powstałą nadwyżkę otrzymujemy oczywiście w formie nadlewek i linii podziałowych.




W związku z powyższym, mimo nieustającego zachwytu nad modelami chaosu z Dark Vengeance, zamówiłem uzupełnienia do starych, dobrych Dark Angels. Może nie zachwycają, ale z drugiej strony spieprzyć ich też będzie trudno.



środa, 12 września 2012

Co w pudle: Nowy starter do Wh40k


Na dzień dobry, pudełko trochę rozczarowuje, gdyż na okładce, zamiast zwyczajowej grafiki, jest stylizowane logo. Szkoda, bo tradycyjny wielkoformatowy obrazek ze starciem oddziałów zawartych w pudle byłby mile widziany.

Mini podręcznik jest naprawdę bardzo mini, z czcionką na granicy czytelności, O zasadach nie piszę, dopóki porządnie nie pogram (mój ostatni kontakt z 40k to była trzecia edycja). Jak dotąd, udało mi się rozegrać jedno starcie z Igą, w którym jej DA łyknęły moich chaośników bez popity. Wracając do podręcznika - jest w kolorze, ale na badziewnie cienkim papierze, przypomina bardziej kolorowy magazyn, niż książkę na lata. Pomimo tego, swoje zadanie powinien spełnić  - jest mały i poręczny, w sam raz do zabierania na bitwy w bocznej kieszeni torby na figurki.

Dostajemy oczywiście kostki (mało), wzorniki (standardowe, przezroczyste z grubego plastiku), miarki (te same od wieków, chyba najstarszy produkt GW wciąż w użyciu), książeczkę z wprowadzeniem do zasad (fajna, kolorowa, i ma nawet misje w trybie single player), rostery i ściągi (mogliby na czymś sztywniejszym wydrukować...) oraz instrukcje montażu (dla odmiany, na sztywnej kredzie, zupełnie nie wiedzieć po co).

Oprócz powyższego, mamy już tylko modele, co nawet sprawia wrażenie, jakby pudełko było nieco pustawe. Kilka boksów od GW już w życiu kupiłem, więc pamiętam czasy, gdy były wypełnione po brzegi - choćby fajną tekturową scenerią z Warhammera, plastikowymi ruinami z trzeciej edycji 40k, pełnowymiarowymi podręcznikami, czy wreszcie stertą kartonowych drobiazgów w postaci kart, sztywnych ściąg z zasadami, znaczników i bloczków rozpisek. Większość z tego spokojnie można było zignorować, ale na przykład za wydrukowanie skrótów zasad na sztywnej tekturze bym się nie obraził.

Oczywiście jednak najważniejsze są figurki. Na Games Workshop można i należy narzekać - choćby za Failcasta, za zasady pisane z myślą o dwunastoletnich powergamerach, za Exterminatus Australii i parę innych rzeczy. Ale nie da się ukryć, że w produkcji plastikowych modeli do bitewniaków nie mają sobie równych. Jak dotąd, plastiki z podstawek były raczej nieco gorsze od tych kupowanych osobno.Tym razem jest odwrotnie. Serio, to prawdopodobnie najlepsze plastiki, jakie ktokolwiek wypuścił do jakiegokolwiek systemu.

Ilość detali zachwyca (i konsekwentnie, ilość roboty przy ich malowaniu przeraża). Spore wrażenie robi też kreatywność w projektowaniu podziału na części.To nie jest tradycyjne "rączka, nóżka, główka". Dla przykładu, pojedynczą częścią jednego z chosenów jest pół głowy, część ręki i brzeg naramiennika. Ma to sens, bo linie podziału wypadają dzięki temu w niewidocznych miejscach.

Oprócz tego, modele sa bardzo przestrzenne. Nie idą na zwyczajowe kompromisy spowodowane technologią odlewu - otwory są głębokie, części oddzielone od glównej bryły są naprawdę osobno, podcięcia i zagłębienia są rzeczywiście puste. Więc jeśli np. kultysta ma wisior na szyi, to on nie jest przyspawany do korpusu, tylko naprawdę wisi w powietrzu. Podobnie płaszcze, bronie trzymane przy ciele i tym podobne elementy. Wszystkie detale są odlane bardzo wyraźnie i precyzyjnie - do tego stopnia, że kolcami chaośników można się boleśnie pokłuć.

Chaos, oprócz wykonania, zachwyca samym projektem. Kultyści rzeczywiście wyglądają na bandę zamaskowanych sekciarzy-degeneratów, Choseni na przypakowaną elitę, a Hellbrute na pierwszy rzut oka jest klimatycznym połączeniem maszyny, demona i wariata. Ilość i jakość detali na Chosenach jest nieprawdopodobna, sumienne ich pomalowanie powinno zająć tygodnie. Hellbrute byłby jeszcze lepszy, gdyby nie znacznie mniej ciekawy tył modelu, tak jakby projektantowi skończyła się inwencja.

Kultyści są super, ale ich wadą są powtórki - oprócz czempionów, każdy model ma jednego klona. Oprócz wspomnianych kultystów mamy też po jednym zdublowanym termosie i chosenie, oraz dwa identyczne motorki, ale na szczęście z innym załogantem.  

Dark Angels są wyraźnie mniej ciekawi, ale to w dużej części wina tego, że ich design się od lat nie zmienia, więc brak tutaj uroku nowości. Najlepsza jest trójka bohaterów i termosy z Deathwingu, w świetnych, dynamicznych pozycjach i obwieszone mnóstwem detali wskazujących na zakon DA (co zmartwi konwertujących ich na inne odmiany SM). Motorki są dość standardowe, ale również nadrabiają dynamiczną pozycją - wszystkie trzy są fajnie pochylone w skręcie i wraz z odpowiednio upozowaną załogą sprawiają wrażenie naprawdę zasuwających przez stół na pełnym gazie.

Najbardziej rozczarowuje skład taktyczny. Nie to, że jest zły, w niczym nie ustępuje zwyczajnym pudełkowym marynarzom, wypada po prostu blado w porównaniu z resztą zestawu. Nie ma też wielu detali związanych z DA - sierżant ma szatę i aniołka, żołnierze oznaczenia na naramiennikach. Reszta zaś to dobrze znane zbroje SM. Dobre modele, tylko nie rewelacyjne, jak reszta.

Modele w większości składają się precyzyjnie i mocno bez użycia kleju (tylko chaplain z edycji limitowanej jest tradycyjnie klejony).
Jedyną wadą jest całkowity brak wariacji. Ramka jest wykorzystana do ostatniej części, więc zapasowych bitsów brak, a połączenia elementów są tak wyprofilowane, że istnieje jedyna słuszna pozycja ich złożenia. Więc gdyby ktoś chciał np. zakupić drugi zestaw i podwoić swoją startową armię, to otrzyma niestety oddział idealnych klonów. Poradzenie sobie z tym będzie wymagać sporo cięcia, piłowania, pinowania i szpachlowania - figurki są tak skonstruowane i upozowane, że nie ułatwiają konwersji, choć sam plastik GW jest wdzięcznym materiałem do pracy.
Gdyby ktoś chciał zakupić modele Dark Angels z tego zestawu celem przerobienia na inny zakon SM, to zrobi to bez problemu z oddziałem taktycznym (jeśli tylko umie spiłować naramienniki na gładko). Niewiele trudniej będzie z motorkami, chociaż tutaj pozostaną im skrzydełka przy kierownicy. Natomiast bohaterowie i termosy są znacznie bardziej obwieszone blingiem DA, więc tutaj robota będzie niełatwa.

A czego w zestawie brakuje? Nie dostajemy jakiegokolwiek wprowadzenia do modelarskiej części hobby. Wyjadaczom to zwisa, ale trochę dziwi zważywszy, że to zestaw dla początkujących. Przestaje dziwić, gdy zauważymy, że GW osobno sprzedaje poradnik malowania modeli z pudełka; niestety, wyłącznie w wersji elektronicznej, i to w dodatku tylko na iPada.

W szczątkowej ilości występuje fluff - o świecie 40k mamy dosłownie kilka zdań we wprowadzającej broszurce, a podręcznik jest okrojony wyłącznie do zasad. Powieść opisującą starcia modeli z pudełka również można kupić osobno, choć objętością podobno przypomina raczej opowiadanie i spokojnie zmieściłaby się w boksie w postaci broszurki. GW najwyraźniej porzuciło już załączanie do starterów elementów scenerii - choć to akurat dobrze, jeśli zamiast niej jest więcej dobrych modeli.

Mimo drobnych mankamentów tu i ówdzie, to jest świetny zestaw. W dodatku, co bardzo rzadko można o produktach GW powiedzieć, kosztuje rozsądne pieniądze (swój zamówiłem w Paradoksie za 240 zł). Można kupować z czystym sumieniem, zamiast tradycyjnego poczucia, że monopolista znowu nas wydymał.







Mam żabę i nie zawaham się jej użyć

Najfajniejszy z umbrowych goblinów - przerażający szaman z żabą.

Podstawka jest bardzo prosta do zrobienia. Bruk wyciska się w piance tępym ołówkiem. Kolumny zaś kupuje się w Castoramie w postaci długich, ryflowanych kijków. Jeden kijek kosztuje dwa złote i wystarczy na cały Partenon.